Mężczyzna po czterdziestce

Czy to normalne, aby żonaty mężczyzna czerpał z zasobów piękna i energii obcej kobiety, która w dodatku jest znacznie młodsza od niego? Tak się często dzieje. W XVIII-wiecznym spichlerzu otoczonym przez jeszcze starszy młyn, zamek i mury obronne mieści się nastrojowa herbaciarnia uznawana za najbardziej europejskie miejsce w mieście. Poszedłem tam, aby spotkać się z dawno niewidzianym kolegą.

Do 17.00 zostało jeszcze kilka minut, więc czekałem na zewnątrz, ciesząc się wiosennym powietrzem. Obok stała młoda, elegancka brunetka o długich ciemnych włosach, która też na kogoś czekała. Spoglądaliśmy na siebie kątem oka. W końcu zaczęliśmy się do siebie uśmiechać i rozmawiać. Miałem wrażenie, jakbyśmy znali się od zawsze, a teraz dopiero spotkali. Mój kolega wkrótce przyszedł. Adorator brunetki niestety nie. Zniesmaczeni tym haniebnym czynem zaprosiliśmy ją do naszego stolika. Zgodziła się. Razem spędziliśmy kilka przyjemnych godzin, śmiejąc się i opowiadając historie. Tematów nam nie brakowało. Poczułem się bardzo ożywiony tym spotkaniem. Patrycja miała 25 lat i była studentką wychowania fizycznego. Była piękną, radosną dziewczyną, z której tryskał optymizm i entuzjazm. Była bardzo zdyscyplinowana i pracowita. Każdego dnia biegała10 kilometrów. Robiła także drugi kierunek studiów. Dzisiaj ma już trzy i pracuje jako nauczycielka. Mimo że jest wyjątkowo atrakcyjna, mężczyźni boją się do niej zbliżyć. Prawdopodobnie jest dla nich zbyt silna i ambitna. Ja uwielbiam takie kobiety. Moja żona jest właśnie taka. Co jakiś czas chodziliśmy razem do kawiarni. Odwiedzałem ją w akademiku, a potem chodziliśmy na spacery. Moja żona wiedziała o tym, ale spotykałem się z tak wieloma ludźmi, że te spotkania ginęły w gęstym grafiku mojej aktywności towarzyskiej.

Więcej na